Otwarcie wystawy poświęconej pogotowiu ratunkowemu w 1925 roku. Widoczny m.in. prezydent Warszawy Władysław Jabłoński (w środku na pierwszym planie), oraz prezes pogotowia dr Józef Zawadzki.
(fot. NAC)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogotowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogotowie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 14 stycznia 2016
czwartek, 17 grudnia 2015
Ambulatorium - 1926 r.
"Lekarz pogotowia ratunkowego Sękowski w ambulatorium udziela pierwszej pomocy poparzonemu chłopcu."
Ambulatorium znajdowało się na parterze stacji przy ul. Leszno 58. Można tam było całodobowo i nieodpłatnie uzyskać pomoc w nagłych wypadkach.
Marzec 1926 r.
(źródło: NAC)
Ambulatorium znajdowało się na parterze stacji przy ul. Leszno 58. Można tam było całodobowo i nieodpłatnie uzyskać pomoc w nagłych wypadkach.
Marzec 1926 r.
(źródło: NAC)
niedziela, 15 listopada 2015
Ratownik 12
28 września 2008 r.
Skrzyżowanie ulic Wołoskiej i Racławickiej. Przejęcie pacjenta od załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (Ratownik 12).
Skrzyżowanie ulic Wołoskiej i Racławickiej. Przejęcie pacjenta od załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (Ratownik 12).
wtorek, 10 listopada 2015
Krakowskie Przedmieście - 1981 r.
Krakowskie Przedmieście 68, Kościół św. Anny.
Karetka Fiat 125p ze Stołecznej Kolumny Transportu Sanitarnego.
Maj 1981 rok.
Karetka Fiat 125p ze Stołecznej Kolumny Transportu Sanitarnego.
Maj 1981 rok.
sobota, 10 października 2015
sobota, 29 sierpnia 2015
"Ostry dyżur"
Cztery zdjęcia z fotoreportażu pt. " Ostry dyżur" opublikowanego w tygodniku Stolica w 1987 roku. Autor zdjęć: Piotr Malarski.
wtorek, 25 sierpnia 2009
N - Nysa 521S
W latach 70-tych XX wieku zaczeły pojawiać się w Warszawie zespoły specjalistyczne. W 1969 roku powstał pierwszy zespół Reanimacyjny, później powstał też zespół Kardiologiczny. Powstał też specjalny zespół przeznaczony dla noworodków czyli tzw. zespół Neonatologiczny. Pierwszy znany mi zespół typowo neanatologiczny używał samochodu Nysa 521S. Zdjęcie tego samochodu uzyskało ostatnio Muzeum Ratownictwa z Krakowa od gazety Nowa Trybuna Opolska.
Tak o początkach karetek N i inkubatorach pisała dr Makowska-Witkowska w ksiązce pt. "Wezwanie":
"Coraz częściej wzywają nas oddziały noworodkowe do pomocy i przewozu maleństw do oddziałów reanimacyjnych. Przewozi się je w inkubatorach. Są to szklane pudelka zaopatrzone w źródło ciepła i tlen. Z tym oststnim mamy wciąż kłopoty. Inkubatory fabrycznie nowe miały przy sobie przymocowaną małą butle tlenową, z której korzystało się poza karetką. Jeśli znosilismy dziecko z oddziału do karetki lub z karetki do oddziału, włączało sie tlen z małej butli, a w karetkce doprowadzaliśmy tlen do inkubatora z butli dużych. I był to względnie spokojny transport. Niestety, szczęście nasze trwało krótko. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn centralna tlenownia nie chce napełniać małych butli tlenem i od dłuższego czasu każdy przewóz noworodka to akrobatyczny taniec na linie. W szpitalu, skąd zabieramy dziecko, organizujemy jakieś przenośne butle, worki z tlenem, aby zabezpieczyc przeniesienie noworodka do karetki, gorzej, jeśli oddział też ich nie ma, wtedy pozostaje natlenienie inkubatora i rekordowy bieg pędem do karetki. To samo dzieje się w drodze na oddział reanimacyjny. Same inkubatory też nie są dobrze rozwiązane, wejscia do nich (otwory, przez które można wsadzić ręke do środka) znajdują się tylko po jednej stronie inkubatora, co w warunkach karetki ogromnie utrudnia dozór w czasie transportu. I tak, z powodu niedogodności technicznych przy malutkim szkrabie często ważącym tylko kilogram wszyscy czworo w czasie transportu mamy roboty po uszy."
Tak o początkach karetek N i inkubatorach pisała dr Makowska-Witkowska w ksiązce pt. "Wezwanie":
"Coraz częściej wzywają nas oddziały noworodkowe do pomocy i przewozu maleństw do oddziałów reanimacyjnych. Przewozi się je w inkubatorach. Są to szklane pudelka zaopatrzone w źródło ciepła i tlen. Z tym oststnim mamy wciąż kłopoty. Inkubatory fabrycznie nowe miały przy sobie przymocowaną małą butle tlenową, z której korzystało się poza karetką. Jeśli znosilismy dziecko z oddziału do karetki lub z karetki do oddziału, włączało sie tlen z małej butli, a w karetkce doprowadzaliśmy tlen do inkubatora z butli dużych. I był to względnie spokojny transport. Niestety, szczęście nasze trwało krótko. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn centralna tlenownia nie chce napełniać małych butli tlenem i od dłuższego czasu każdy przewóz noworodka to akrobatyczny taniec na linie. W szpitalu, skąd zabieramy dziecko, organizujemy jakieś przenośne butle, worki z tlenem, aby zabezpieczyc przeniesienie noworodka do karetki, gorzej, jeśli oddział też ich nie ma, wtedy pozostaje natlenienie inkubatora i rekordowy bieg pędem do karetki. To samo dzieje się w drodze na oddział reanimacyjny. Same inkubatory też nie są dobrze rozwiązane, wejscia do nich (otwory, przez które można wsadzić ręke do środka) znajdują się tylko po jednej stronie inkubatora, co w warunkach karetki ogromnie utrudnia dozór w czasie transportu. I tak, z powodu niedogodności technicznych przy malutkim szkrabie często ważącym tylko kilogram wszyscy czworo w czasie transportu mamy roboty po uszy."
Etykiety:
521,
521S,
Hoża,
Kolumna,
Meditrans,
N,
Neonatologia,
Neonatologiczna,
Nysa,
Pogotowie,
Ratunkowe,
Sanitarego,
SKTS,
Stołeczna,
Transportu,
WSPRiTS
Subskrybuj:
Posty (Atom)