Zespół Neonatologiczny z oddziału IX - Bemowo.
Renault Master z zabudową AMZ Kutno.
2 września 2006 rok.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neonatologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neonatologiczna. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 października 2015
sobota, 26 września 2015
N - Nysa 521S
Kilka nowych faktów dotyczących pierwszych karetek typu N w warszawskim Pogotowiu Ratunkowym. Pierwsze dwie karetki tego typu (Nysa 521S) pojawiły się w styczniu 1973 roku w centrali na Hożej. Były one wyposażone w inkubator, instalację ogrzewczą, klimatyzację i specjalna lampę do wyjaławiania wnętrza. Jako że przewożono nimi również małe dzieci, karetki wyposażone były też w nosze. Dodatkowo Nysy wyposażono w dodatkowe akumulatory dla zasilania zamontowanych w nich urządzeń oraz transformator umożliwiający podłączenie do zasilania "miejskiego". Kolejne dwie karetki tego typu otrzymał również (prawdopodobnie w tym samym roku) zespół neonatologiczny po praskiej stronie Warszawy.
![]() |
Dr Luiza Halicka, kierowca W. Szelągowski. |
Etykiety:
0,
1973,
521S,
centrala,
Hoża,
N,
Neonatologiczna,
Nysa,
Pediatryczna
wtorek, 25 sierpnia 2009
N - Nysa 521S
W latach 70-tych XX wieku zaczeły pojawiać się w Warszawie zespoły specjalistyczne. W 1969 roku powstał pierwszy zespół Reanimacyjny, później powstał też zespół Kardiologiczny. Powstał też specjalny zespół przeznaczony dla noworodków czyli tzw. zespół Neonatologiczny. Pierwszy znany mi zespół typowo neanatologiczny używał samochodu Nysa 521S. Zdjęcie tego samochodu uzyskało ostatnio Muzeum Ratownictwa z Krakowa od gazety Nowa Trybuna Opolska.
Tak o początkach karetek N i inkubatorach pisała dr Makowska-Witkowska w ksiązce pt. "Wezwanie":
"Coraz częściej wzywają nas oddziały noworodkowe do pomocy i przewozu maleństw do oddziałów reanimacyjnych. Przewozi się je w inkubatorach. Są to szklane pudelka zaopatrzone w źródło ciepła i tlen. Z tym oststnim mamy wciąż kłopoty. Inkubatory fabrycznie nowe miały przy sobie przymocowaną małą butle tlenową, z której korzystało się poza karetką. Jeśli znosilismy dziecko z oddziału do karetki lub z karetki do oddziału, włączało sie tlen z małej butli, a w karetkce doprowadzaliśmy tlen do inkubatora z butli dużych. I był to względnie spokojny transport. Niestety, szczęście nasze trwało krótko. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn centralna tlenownia nie chce napełniać małych butli tlenem i od dłuższego czasu każdy przewóz noworodka to akrobatyczny taniec na linie. W szpitalu, skąd zabieramy dziecko, organizujemy jakieś przenośne butle, worki z tlenem, aby zabezpieczyc przeniesienie noworodka do karetki, gorzej, jeśli oddział też ich nie ma, wtedy pozostaje natlenienie inkubatora i rekordowy bieg pędem do karetki. To samo dzieje się w drodze na oddział reanimacyjny. Same inkubatory też nie są dobrze rozwiązane, wejscia do nich (otwory, przez które można wsadzić ręke do środka) znajdują się tylko po jednej stronie inkubatora, co w warunkach karetki ogromnie utrudnia dozór w czasie transportu. I tak, z powodu niedogodności technicznych przy malutkim szkrabie często ważącym tylko kilogram wszyscy czworo w czasie transportu mamy roboty po uszy."
Tak o początkach karetek N i inkubatorach pisała dr Makowska-Witkowska w ksiązce pt. "Wezwanie":
"Coraz częściej wzywają nas oddziały noworodkowe do pomocy i przewozu maleństw do oddziałów reanimacyjnych. Przewozi się je w inkubatorach. Są to szklane pudelka zaopatrzone w źródło ciepła i tlen. Z tym oststnim mamy wciąż kłopoty. Inkubatory fabrycznie nowe miały przy sobie przymocowaną małą butle tlenową, z której korzystało się poza karetką. Jeśli znosilismy dziecko z oddziału do karetki lub z karetki do oddziału, włączało sie tlen z małej butli, a w karetkce doprowadzaliśmy tlen do inkubatora z butli dużych. I był to względnie spokojny transport. Niestety, szczęście nasze trwało krótko. Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn centralna tlenownia nie chce napełniać małych butli tlenem i od dłuższego czasu każdy przewóz noworodka to akrobatyczny taniec na linie. W szpitalu, skąd zabieramy dziecko, organizujemy jakieś przenośne butle, worki z tlenem, aby zabezpieczyc przeniesienie noworodka do karetki, gorzej, jeśli oddział też ich nie ma, wtedy pozostaje natlenienie inkubatora i rekordowy bieg pędem do karetki. To samo dzieje się w drodze na oddział reanimacyjny. Same inkubatory też nie są dobrze rozwiązane, wejscia do nich (otwory, przez które można wsadzić ręke do środka) znajdują się tylko po jednej stronie inkubatora, co w warunkach karetki ogromnie utrudnia dozór w czasie transportu. I tak, z powodu niedogodności technicznych przy malutkim szkrabie często ważącym tylko kilogram wszyscy czworo w czasie transportu mamy roboty po uszy."
Etykiety:
521,
521S,
Hoża,
Kolumna,
Meditrans,
N,
Neonatologia,
Neonatologiczna,
Nysa,
Pogotowie,
Ratunkowe,
Sanitarego,
SKTS,
Stołeczna,
Transportu,
WSPRiTS
Subskrybuj:
Posty (Atom)